ARTYSTA
W przyrodzie jest dużo takich
stworzeń, które mają nieodpartą potrzebę odgradzania się od
otoczenia. Zakres tej potrzeby może mieć charakter czysto utylitarny
lub zgoła emocjonalny. Z tych, a także wielu innych powodów
budujemy domy, gniazda, mościmy nory, przywdziewamy skorupy, wytyczamy
granice, prowadzimy wojny.
Pan Mirosław Maszlanko jest
dobrze znaną postacią na polu sztuki i swą artystyczną postawą
przekonuje nas od dawna, że potrzebę odgradzania się każdy może
realizować we własnym zakresie i na swój sposób.
DYGRESJE
Bardzo dawno temu dzicy nie
budowali betonowych domów. Domostwa, w których chronili
się przed żarem, chłodem, deszczem i piorunami nie wiele różniły
się od ptasich, niedźwiedzich czy innych, uczynionych z tego, co jest
obok. Dopiero pojawienie się takiego pojęcia, jak nieśmiertelność
spowodowało lawinę różnych wież, piramid, pałaców, willi
i zamków, i tak powoli i systematycznie dobrnęliśmy do tego, że
wszyscy mieszkamy w jakiejś betonowo-plastikowo-asfaltowej
tandecie.
Jeszcze do niedawna w polu
czy stepie budowano domostwa z tego, co pod ręką, czyli z gliny i
słomy. Tam, gdzie rósł las budowano z drewna, tam gdzie kamień
– z kamienia, a tam, gdzie piasek i glina stawiano lepianki.
Jest taka ptaszyna, jaką
zowią altannik. Samczyk, by zwabić samiczkę, wybiera dobrze
nasłonecznione i zaciszne miejsce, i z różnych słomek i
patyczków układa popisową konstrukcję; więc jest tam obszerne
patio, wymyślne zadaszenie i kolorowe prezenty dla ukochanej, ułożone w
kopczyki z największą starannością. A wszystko to dla sztuki uwodzenia.
Zaryzykuję i powiem: jak u Maszlanki...
który chodzi po polach
i lasach i zbiera trawki giętkie i najdłuższe, i suszy je, i wiąże
w niby snopki, i trzyma. I kiedy go zaproszą, to jedzie tam i medytuje
tam, jak nas uwieść tym razem, a ma tylko słomki i pszczeli wosk. Więc
rozgrzewa ten wosk i ugniata w małe kulki, i nadziewa je na słomki, i
póki ciepłe przylepia do ścian, podłóg i
sufitów. Tylko on wie, gdzie przylepiać. Lepi tak warstwa przez
warstwę i wzmacnia ciepłym woskiem, nieraz poprawia. Z dnia na dzień
powstaje niekończąca się struktura i trudno postronnemu przewidzieć,
jak i kiedy to się skończy. Dla ciekawskich podam, że kończy się po
dwóch tygodniach, w przededniu otwarcia wystawy.
Przenieśmy się zatem na
wzgórze Zamku Ujazdowskiego, do Centrum Sztuki
Współczesnej. Nieopodal głównego wejścia, w podziemiach,
są stare piwnice, które ongiś były cysterną i zaopatrywały w
wodę mieszkańców zamku. Jest tam zimno, ale przytulnie i widno,
a zamiast wody mnóstwo słomy i pachnie woskiem. Ta słoma i kulki
wosku tworzą przedziwne fale, spływające w dół, do najniższego
pomieszczenia cysterny. Zwiedzamy to dziwo prześlizgując się pomiędzy
obrzeżem fal i ceglanymi ścianami. Zawsze widzimy wszystko i wszystkich
przez ażur. Z czasem uświadamiamy sobie, że my także jesteśmy
eksponatem i że ta wystawa bez nas jakby obumiera. Surowość starej,
zniszczonej cegły i efemeryczność zwiewnej słomy same w sobie są dość
rubaszne, ale w połączeniu z naszymi, nieraz kolorowymi strojami tworzą
to coś, co naprawdę warto zobaczyć. Do tego tekstu załączam zdjęcia,
które być może w jakiejś mierze pokażą to nieopisywalnie
proste i podstępnie zwodnicze zjawisko, jakim jest On cały, altannik
Maszlanko. Mam jednak świadomość niedoskonałości moich zabiegów
fotograficznych, dlatego proszę, pójdźcie i zobaczcie sami,
póki jest, póki sprzątacze nie wyrzucą tego wszystkiego
na śmietnik.
